W teraźniejszym szczególe calkowicie podzielalem jej poczucia. Tlumek, otaczajacy nas w knajpy, bez dziury szczerzyl dlugie kly oraz wygladal naprawde groznie. Watle swiatlo bilo z uboczni oraz kandelabrow z zarowkami udajacymi swiece. Dostrzeglem takze kilka dobrych czaszek, przymocowanych jasno do sciany. Bez watpienia byly prawdziwe. Faktycznie na wszelaki przypadek rozejrzalem sie wokol siebie, szukajac możliwości ucieczki. Okazalo sie, ze obecne nielatwe. Tlum gestnial z kazda chwila. Ogarnelo mnie wrażenie klaustrofobii. Ciekawe, czy ktos dzisiaj umrze? - przemknelo mi poprzez glowe. Kto? -Skloncie sie, bowiem Mężczyzna nadchodzi! - zabrzmialo tubalnym basem. -Odbywa sie jeszcze ciekawiej - szepnela. Jesli oczekujesz na ducha... -Bradley. w strachu. W tajnej krypcie zapanowala pelna napiecia cisza. Mialem niemile uczucie, ze już zobacze cos, czego nie powinienem widziec. W niniejszej pojedynczej sekundzie do piwnicy weszli Daniel Ericksoni Charles Defoe. Daniel przystanal oraz wdal sie w rozmowe spośród paru mlodziencami. Przypomnialem sobie, ze wsrod ofiar pierwszych likwidacji nie bylo kobiet. Tygrys stal tylko trzy metry ze mnie. Która pozycje pelnil w teraźniejszej przerażającej zabawie? Mial byc symbolem? Ba, jednak czego? Charles podszedl blizej oraz stanal obok Daniela. Cos mu szepnal. Obaj wybuchneli smiechem oraz potoczyli wzrokiem po piwnicy. Daniel przemowil wreszcie, prawdziwym oraz donosnym glosem. Mial charyzme. Z razu widac bylo, ze przywykl do rozkazow.-Jestem Panem. Coz za zywotne zgromadzenie! - powiedzial. - Czuje energie wypelniajaca te odległe mury. Toż wyrabia interesuje. -Moc, ktora przywolalem, nie zna ograniczen. Zaufajcie w więc. Zaufajcie w siebie. Ostatnia czerń stanowi calkiem wyjatkowa. Chodzcie ze mna do nastepnej sali. Wstapcie na nastepny poziom. Niech ida za mna ci, co wierza - i więcej daleko, niedowiarki. -Co sie tam dzieje, Alex? Widzisz cos? Rozdzial 73Nigdy nie bylem swiadkiem czegos podobnego. W naboznym milczeniu rozgladalismy sie z Jamilla po długim lochu oswietlonym elektrycznym swiatlem. Wokol nas blyskaly kly. Bialy tygrys wydal grozny pomruk. Przed oczami mialem widok poszarpanego ciala. Co nas czekalo w owej krypcie? Po co więc cale zgromadzenie? Kim naprawde byly upiorne stwory, otaczajace nas setkami? Daniel oraz Charles zajeli mieszkania obok boku dwoch czystych natomiast uroczych mlodziencow, przyodzianych w ciemne kreacji. Obaj chlopcy byli niespelna dwudziestoletni. Wygladali jak mlodzi bogowie. Widzowie podeszli blizej, zeby zobaczyc, co sie powstanie. -Skąd rozumiem. Wstrzymuj sie mnie gdy najblizej. Magicy znikneli. -Oto inni ksiazeta wampirow! - oglosil Daniel smiertelnie powaznym tonem. W tenże tenże sposob zachowywal sie czesto na arenie. - Zlozcie im poklon! -Nasi ksiazeta! - piskliwym glosem zawolala jakas małżonka w liczbom rzedzie. - Czarni ksiazeta! Wielbie was! -Cisza! - huknal Charles. - Zabierzcie stad te glupia krowe. Przyłóżcie jej optymalna kare. -Gdy zastaw? W porzadku? - zerknalem na Jamille.